poniedziałek, 26 listopada 2012

Czas zacząć!

Witam wszystkie osoby odwiedzające mnie i pozdrawiam serdecznie.

Jak u większości u mnie też rozpoczęłam przygotowania do grudnia. Muszę się mocno  starać bo mam dużo rzeczy do szycia a czasu mało, a wzrok słaby i późnym wieczorem nie lubię szyć.


Na początek dwie poduchy ze świątecznym motywem. Te jutro idą w świat. Do tego uszyłam woreczek na orzechy. Powstaną jeszcze "serduszkowe" anioły. Dla siebie uszyję poduchę z brązową kratką. Wszystko uszyte jest ze lnu.



Widoczny na zdjęciach świecznik to sitko do parzenia ziół, którego jak to dobrze że nie pozbyłam się. Kubek się stłukł a sitko zostało.  Po dodaniu mchu z leśnej wycieczki i szyszek powstała jesienno zimowa dekoracja. Mech wykorzystam do zrobienia wianuszków.

Na dziś tyle bo mam niewiele czasu a muszę zobaczyć co u Was słychać.

środa, 7 listopada 2012

Konfitura z czerwonej cebuli

konfitura z czerwonej cebuli
Co roku mniej więcej o tej porze zaczynam robić konfiturę z czerwonej cebuli.  Dziś po przyjściu z pracy wypróbowałam mój nowy przepis i uważam, że jest "najlepsiejszy".  

Potrzeba: 
1 kg czerwonej cebuli, oliwa,   3 ząbki czosnku, łyżeczka octu balsamicznego, sól, tymianek, pół ostrej pokrojonej papryczki i łyżeczka dżemu z czarnej porzeczki. Cebulę kroimy w piórka i smażymy (ja dodałam 3 łyżki oliwy). W połowie smażenia dodałam resztę składników. Smażę aż będzie cebula miękka i szklista. Smak jest wyborny. Ostro słodki. Konfiturę pokazuję Wam w moim nowym rondelku z Olkusza. 


październikowa zima 2012

Dodaję też zdjęcia z zimy jaka nas nawiedziła w październiku. Dobrze, że już jej nie ma bo muszę jeszcze posadzić świerka Conika i pograbić ciągle spadające jeszcze liście no i powiązać krzewy.

 Pozdrawiam zaglądających serdecznie.


sobota, 27 października 2012

Rzutem na taśmę

Zdążyłam przed atakiem zimy posadzić resztę cebulek. Jak zejdzie śnieg przykryję je liśćmi bo boję się, że mogą mi przemarznąć jak w ubiegłym roku. Do domu przyniosłam ostatnie kwitnące kwiaty. Zrobiłam też drugą porcję dżemu z pigwy. Pigwę dostałam od koleżanki z pracy. Ponieważ w domu nie miałam już owoców pigwowca zrobiłam dżem z samej pigwy. No i co? I nie smakował mi w ogóle jakiś taki mdły, no normalnie nie mój smak. Dodałam 2 pomarańcze i trochę go uratowałam. Dżem prezentuje się w nowym litrowym garnuszku z miarką (niestety zdjęcia robione wieczorem). Kupiłam go w moim ulubionym sklepie. Pani mająca ten sklep to jakaś pasjonatka. Ma ogromną ilość towaru i dziwne bo za każdym razem zaskakuje mnie czymś nowym. Te dwie pigwy na zdjęciu są najmniejsze jakie dostałam. Za chwilę zasypię je cukrem i będą nabierać mocy do naleweczki ku zdrowotności. I tym akcentem kończę dziś. Widzę, że trzeba się zabrać za druty i szydełko a tak dawno tego nie robiłam.

Pozdrawiam wszystkich i życzę na przekór pogodzie miłej ciepłej niedzieli.